Pomnik nagrobny papieża Aleksandra VII, czyli triumf cnoty nad śmiercią

Pomnik nagrobny papieża Aleksandra VII, Gian Lorenzo Bernini, bazylika San Pietro in Vaticano

Pomnik nagrobny papieża Aleksandra VII, Gian Lorenzo Bernini, bazylika San Pietro in Vaticano

Rok po objęciu tronu Piotrowego (1655) papież Aleksander VII przywołał swego zaufanego artystę Gian Lorenza Berniniego i powierzył mu stworzenie dla siebie pomnika nagrobnego. Zamówienie to zostało jednak zrealizowane dopiero ponad dwie dekady później, już po śmierci pontifeksa. Jak się okaże, Bernini stworzył dzieło, które na stałe zapisało się w dziejach barokowej rzeźby i nie straciło swego powabu do dziś.

Pomnik nagrobny papieża Aleksandra VII, Gian Lorenzo Bernini, bazylika San Pietro in Vaticano
Pomnik nagrobny papieża Aleksandra VII, alegoria Miłosierdzia i Prawdy, projekt Gian Lorenzo Bernini, bazylika San Pietro in Vaticano
Pomnik nagrobny papieża Aleksandra VII, Gian Lorenzo Bernini, bazylika San Pietro in Vaticano
Pomnik nagrobny papieża Aleksandra VII, alegoria Miłosierdzia i Śmierć, projekt Gian Lorenzo Bernini, bazylika San Pietro in Vaticano
Pomnik nagrobny papieża Aleksandra VII, alegoria Prawdy, Gian Lorenzo Bernini, bazylika San Pietro in Vaticano
Pomnik nagrobny papieża Aleksandra VII, alegoria Prawdy, Gian Lorenzo Bernini, bazylika San Pietro in Vaticano
Papież Aleksander VII w trakcie procesji Corpus Dei, Giovanni Maria Morandi, Nancy, Musee des Beaux-Arts

Rok po objęciu tronu Piotrowego (1655) papież Aleksander VII przywołał swego zaufanego artystę Gian Lorenza Berniniego i powierzył mu stworzenie dla siebie pomnika nagrobnego. Zamówienie to zostało jednak zrealizowane dopiero ponad dwie dekady później, już po śmierci pontifeksa. Jak się okaże, Bernini stworzył dzieło, które na stałe zapisało się w dziejach barokowej rzeźby i nie straciło swego powabu do dziś.

Dręczące papieża myśli o śmierci, które skłoniły go do jak najszybszego zlecenia wykonania projektu własnego nagrobka, z czasem ucichły. Aleksander VII podczas dwunastu lat swojego pontyfikatu rzucił się w wir przedsięwzięć i fundacji do tego stopnia, że nagrobek został odstawiony na boczny tor. Gdy więc zmarł (1667), pochowano go „prowizorycznie” w bazylice watykańskiej, natomiast jego serce spoczęło w kaplicy Chigich w kościele Santa Maria del Popolo. To tam kardynał, zanim został papieżem, pragnął być pochowany w towarzystwie swych przodków i przedstawicieli rodu Chigi. Ostatecznie papieski pomnik odsłonięto w 1678 roku w lewej nawie bazyliki San Pietro in Vaticano.

Co zobaczymy w tym wychwalanym pomniku nagrobnym? Papieża triumfującego nad śmiercią, człowieka, który znalazł skuteczne antidotum na strach przed nią w postaci pobożnego, skromnego życia. Przypomnę, że jednym z pierwszych dzieł, wykonanych przez Berniniego na zlecenie nowego papieża, była marmurowa czaszka, przypominająca pontifeksowi w każdym miejscu, w którym przebywał, o marności ludzkiego żywota. Wiemy też, że na wypadek śmierci przygotowana była dla papieża gotowa trumna.

Przyjrzyjmy się bliżej poszczególnym elementom nagrobka. Bernini osadził figurę papieża na wysokim cokole i przedstawił go w pozycji klęczącej. Takie ujęcie znajdziemy już w pomnikach papieży Sykstusa V i Pawła V w bazylice Santa Maria Maggiore, jednak w bazylice watykańskiej było to zupełne novum. Zaklęci w marmury i trawertyny papieże leżeli albo siedzieli (tronowali), ale nie klęczeli. Wybór takiej pozycji miał jednak swoje uzasadnienie. Papież Aleksander VII był człowiekiem nie tylko owładniętym myślą o śmierci, ale też oddanym pokucie. Jednym z jej przejawów było zainicjowanie przez niego procesji Bożego Ciała na kolanach. Możemy pomyśleć, że dla niemłodego już Aleksandra przemierzanie na klęczkach wąskich uliczek Borgo musiało być niełatwym zadaniem. Dlatego podczas procesji był niesiony przez ośmiu mężczyzn na specjalnej platformie. Ale rzeczywiście klęczał, podtrzymując umieszczoną na klęczniku monstrancję. Ten nietypowy akt religijnej emfazy wzbudził ogólne zainteresowanie, nie tylko ludu rzymskiego, ale i projektanta pomnika.


Pomnik nagrobny papieża Aleksandra VII, Gian Lorenzo Bernini, bazylika San Pietro in Vaticano

Klęczącego, zatopionego w modlitwie papieża Bernini umieścił w głębokiej niszy, która miała jednak mankament w postaci znajdujących się w niej drzwi. To, co wydawało się przeszkodą, genialny artysta wykorzystał do stworzenia elementu jakże istotnego. Za drzwiami tymi ukrył śmierć, która na chwilę się zza nich wychyla, by potrząsając klepsydrą, przywołać swego sługę – papieża. Aby śmierć tę „ubarwić”, a jednocześnie skutecznie zakamuflować wejście, Bernini zarzucił zarówno na nie, ja i na kościotrupa (symbolizującego śmierć) mięsistą zasłonę. Zabieg ten, często wykorzystywany w późnym dorobku tego rzeźbiarza, sprawdził się w tym wypadku znakomicie. Stworzona z trawertynu i jaspisu zasłona, imitująca kapę, jaką w tamtych czasach kładziono na trumnie zmarłego, nadaje całej kompozycji objętości, dynamiki i pompy, a jednocześnie pozwala zapomnieć o braku sarkofagu, który był nieodzownym elementem typowego papieskiego nagrobka. Wyłaniająca się zza kapy śmierć, której oblicza nie widzimy, a jedynie czujemy realną krągłość jej czaszki, nie napawa nas jakimś wielkim lękiem, a nieporadność, z jaką walczy z tkaniną, wzbudza wręcz uśmiech. Pomysł ten to przejaw geniuszu Berniniego – dowód, że komizm i tragizm mogą ze sobą współistnieć nawet w tak śmiertelnie poważnym temacie.

Ale to nie wszystko, co przygotował dla nas artysta, a jedynie preludium do tego, co znajduje się u nasady cokołu. Flankowany jest on przez alegorie Cnót. Te w pierwszym szeregu to Prawda (po prawej), opierająca stopę na kuli ziemskiej w miejscu, gdzie leżą Anglia i Szwecja, oraz Miłosierdzie z dzieckiem na ręku. Z tyłu, z powodu ciasnoty przestrzeni, wychylają się jedynie sylwetki Sprawiedliwości (w hełmie) i ledwie widocznej Przezorności. Wszystkie te postacie odnoszą się bezpośrednio do charakteru i pontyfikatu Aleksandra VII – papieża sprawiedliwego, mądrego, ceniącego prawdę i wykazującego się miłosierdziem.

A teraz zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie zupełnie nagą postać Prawdy i odkryte ramiona i piersi Miłosierdzia – tak bowiem przedstawił je Bernini. Niestety, ich nagość na tyle raziła oczy kolejnego papieża, Innocentego XI, że nakazał je zakryć wykonanymi z brązu szatami, i tak widzimy je dziś. Możemy jedynie domniemywać, że nie wzbudziło to entuzjazmu ani artysty, ani Flavia Chigiego – kardynała nepota zmarłego papieża, który nadzorował pracę nad pomnikiem wuja i znany był z uwielbienia dla piękna kobiecego ciała.