Papież Sergiusz III (ok. 870–911) – czyli „niewolnik wszelkiego postępku”

Papież Sergiusz III, rycina z Le vite dei pontifici, 1710, Bartolomeo Platina

Papież Sergiusz III, rycina z Le vite dei pontifici, 1710, Bartolomeo Platina

Jak pisał o nim papieski spowiednik i historyk Kościoła kardynał Cezary Baroniusz, Sergiusz był „niewolnikiem wszelkiego postępku i najbardziej niegodziwym ze wszystkich mężczyzn”. Podczas jego pontyfikatu urząd papieski stracił na godności i znaczeniu, stając się politycznym trybikiem poruszanym przez wpływowe rzymskie rody – ważnym dla generowania zysków, rozdawania tytułów i posad. On sam do historii przeszedł jako domniemany ojciec kolejnego papieża oraz kochanek Teodory Starszej i Marozji – czyli następca św. Piotra sterowany przez złowrogie kobiety.

Papież Sergiusz III, rycina z Le vite dei pontifici, 1710, Bartolomeo Platina
Papież Sergiusz III, The Lives and Times of the Popes by Chevalier Artaud de Montor, zdj. Wikipedia

Jak pisał o nim papieski spowiednik i historyk Kościoła kardynał Cezary Baroniusz, Sergiusz był „niewolnikiem wszelkiego postępku i najbardziej niegodziwym ze wszystkich mężczyzn”. Podczas jego pontyfikatu urząd papieski stracił na godności i znaczeniu, stając się politycznym trybikiem poruszanym przez wpływowe rzymskie rody – ważnym dla generowania zysków, rozdawania tytułów i posad. On sam do historii przeszedł jako domniemany ojciec kolejnego papieża oraz kochanek Teodory Starszej i Marozji – czyli następca św. Piotra sterowany przez złowrogie kobiety.

Wywodził się ze znaczącego rodu panów z Tusculum. Wybrał karierę duchownego, której ukoronowaniem miał być urząd papieski. Nie mógł przeto być zadowolony, gdy w 893 roku został wyświęcony na biskupa Caere (obecnie Cerveteri), gdyż zamykało mu to drogę do biskupstwa rzymskiego. Leciwy papież Formozus sprytnie pozbył się w ten sposób młodego przeciwnika politycznego. Cała dalsza historia Sergiusza znana nam jest głównie z przekazu Liutpranda z Cremony – związanego z cesarskim dworem kronikarza, który jednoznacznie negatywnie, a czasem wręcz ostentacyjnie tendencyjnie opisuje panujące wówczas w Rzymie stosunki. Należy zatem z wielką ostrożnością traktować zarówno jego słowa, jak i tych, którzy przez wieki powtarzali jego opinie (w tym Baroniusza).

Po intronizacji papieża Stefana VI Sergiusz stał się jego poplecznikiem. Łączyła ich niechęć, czy wręcz nienawiść, do papieża Formozusa, czego kulminacją był zwołany przez Stefana synod trupi (897), który przeszedł do historii jako jeden z najbardziej makabrycznych procesów. Aktywnie brał w nim udział również, dwudziestosiedmioletni wówczas, biskup Caere. Papież Stefan VI krótko cieszył się swym zwycięstwem nad nieboszczykiem, gdyż kilka miesięcy po nim zmarł, a właściwie został skrytobójczo uduszony. Zaraz potem po papieską tiarę sięgnął Sergiusz, i prawie jej dosięgnął, zajmując Lateran i doprowadzając do własnej elekcji (897), ale musiał ustąpić na rzecz Jana IX. Najwyraźniej nie nadszedł jeszcze jego czas, tym bardziej że nowy papież, pragnąc pozbyć się konkurenta, obłożył Sergiusza ekskomuniką i nakazał jego wygnanie. Sergiusz zatem kolejne lata cierpliwie czekał na swoją chwilę. Po śmierci Jana IX w Rzymie rozpoczęła się walka o Piotrowy tron. W tajemniczych okolicznościach zmarł w więzieniu dopiero co wybrany papież Leon III, a gdy po tiarę sięgnął prezbiter Krzysztof, również on został uwięziony i prawdopodobnie zabity. Jak twierdzi Liutprand z Cremony, obu nakazał zamordować Sergiusz. A co było potem, możemy się domyślać. Rządzącym w mieście arystokratom, na czele z rodem z Tusculum, perspektywa objęcia stolca Piotrowego przez krewnego w pełni odpowiadała – nic więc dziwnego, że wspierali go w działaniach. W 904 roku Sergiusz został papieżem. Ster władzy i uprawnienia dotyczące spraw świeckich (w tym finansowych) dzierżył jednak tytułujący się rzymskim senatorem i konsulem Teofilakt, którego żoną była Teodora Starsza. Co zrobił w tym czasie Sergiusz? Kierując się pragmatyzmem, a nie dziką nienawiścią (choć takowej wykluczyć nie możemy), postanowił – wzorem swego poprzednika, Stefana VI – ponownie wszcząć proces przeciw już raz sądzonemu trupowi Formozusa, powtarzając niejako synod trupi w wersji light. Co prawda zwłok papieża nie posadzono tym razem na tronie, ale – powtórnie skazane – zostały wyjęte z grobu i wrzucone do Tybru, a ponadto drugi raz odwołano wszystkie decyzje sądzonego w ten sposób papieża, w tym te o wyświęceniach (które zdążył już przywrócić Jan IX). O co chodziło w całej tej makabrycznej sprawie? Diabeł tkwił w szczególe. W ten sposób – wcześniej z powodzeniem wypróbował go Stefan VI – nikt nie mógł podważyć prawomocności pontyfikatu Sergiusza III. To, że był biskupem Caere, uniemożliwiało jego wybór na pontifeksa z powodu obowiązującego wówczas prawa kanonicznego. Cały ten proces miał też drugi cel – wszyscy duchowni wyświęceni przez Formozusa, a obecnie święceń pozbawieni, stali się całkowicie zależni od dobrej bądź złej woli Sergiusza III. Mógł ich powtórnie wyświęcić i zapewnić uposażenie albo nie, w zależności od ich lojalności i użyteczności.

Oprócz prowadzenia tych rozgrywek resztę czasu (według Liutpranda z Cremony) papież spędzał na umilaniu życia żonie swego protektora Teofilakta – Teodorze Starszej. Do historii przeszła ona – za sprawą tegoż kronikarza – jako kobieta nierządna i ambitna, a zniesławiających ją słów trudno przytoczyć bez zażenowania. Wystarczy zaznaczyć, że to od nich wziął swą genezę termin pornokracja, stosowany na określenie rządów ladacznic i nierządnic. Jeśli dać wiarę temu źródłu, Teodora była nie tylko kochanką papieża, ale też stręczycielką własnej córki – wówczas czternastoletniej Marozji. Zrodzony z jej związku z Sergiuszem syn Aleksander został później papieżem Janem XI. Nie mamy jednak żadnych dowodów, że tak rzeczywiście było. Ale nie możemy mieć za to wątpliwości, że więcej było w Sergiuszu III ambicji i dumy rzymskiego arystokraty niż chrześcijańskich cnót, a łamanie celibatu przez papieży  było – no cóż – czymś zwyczajowo akceptowanym.

Rzeczą, za którą można go jednak pochwalić, była odbudowa – nawet jeśli dokonał jej tylko dla własnego komfortu – oficjalnej siedziby papieskiej (pałacu laterańskiego) oraz bazyliki laterańskiej (San Giovanni in Laterano) po trzęsieniu ziemi, jakie miało miejsce w 897 roku, tuż po synodzie trupim. W ten sposób Sergiusz pragnął zapewne zetrzeć odium boskiego gniewu, jak odczytywano wówczas kataklizm. Nie tylko odbudował bazylikę, bogato ją obdarował przedmiotami liturgicznymi, ale też kazał wznieść portyk wejściowy podtrzymywany przez dziesięć antycznych kolumn. Wszystko to zniknęło podczas budowy nowej fasady w XVIII wieku.

Papież zmarł śmiercią naturalną, co z jednej strony było czymś nietypowym w tamtych czasach, a z drugiej może świadczyć o jego dobrej współpracy z wszechwładnym podówczas Teofilaktem z Tusculum, mimo domniemanych stosunków miłosnych z jego żoną Teodorą i córką Marozją. Pochowany został w odnowionej bazylice na Lateranie, ale z czasem wszelki ślad po jego grobie zaginął.