Bitwa przy moście Mulwijskim – starcie dobra ze złem, ale czy na pewno

Bitwa przy moście Mulwijskim, (fragment), Giulio Romano, Stanze Rafaela, Pałac Apostolski (Musei Vaticani)

Bitwa przy moście Mulwijskim, (fragment), Giulio Romano, Stanze Rafaela, Pałac Apostolski (Musei Vaticani)

Bez cienia przesady można powiedzieć, że bitwa ta była jedną z najbardziej znaczących w dziejach cywilizacji zachodniej. Chrześcijańscy komentatorzy przez wieki opisywali ją jako walkę dobra ze złem, w której za Bożym wstawiennictwem Konstantynowi udało się pokonać pogaństwo. Co by się stało, gdyby zwycięstwo odniósł jego rywal – Maksencjusz? Czy doszłoby do ponownego zjednoczenia cesarstwa? Czy chrześcijaństwo tak szybko stałoby się religią państwową? I czy w ogóle by do tego doszło?

Bitwa przy moście Mulwijskim, (fragment), Giulio Romano, Stanze Rafaela, Pałac Apostolski (Musei Vaticani)
Bitwa przy moście Mulwijskim, Giulio Romano, Stanze Rafaela, Pałac Apostolski (Musei Vaticani), zdj. Wikipedia
Bitwa przy moście Mulwijskim, fragment, Giulio Romano, Stanze Rafaela, Pałac Apostolski
Bitwa przy moście Mulwijskim, Andrea Camassei, Baptysterium San Giovanni

Bez cienia przesady można powiedzieć, że bitwa ta była jedną z najbardziej znaczących w dziejach cywilizacji zachodniej. Chrześcijańscy komentatorzy przez wieki opisywali ją jako walkę dobra ze złem, w której za Bożym wstawiennictwem Konstantynowi udało się pokonać pogaństwo. Co by się stało, gdyby zwycięstwo odniósł jego rywal – Maksencjusz? Czy doszłoby do ponownego zjednoczenia cesarstwa? Czy chrześcijaństwo tak szybko stałoby się religią państwową? I czy w ogóle by do tego doszło?

Pytania te na zawsze pozostaną bez odpowiedzi. Pozostaje nam jedynie przyjrzeć się historycznym faktom i spróbować oddzielić je od legend, które narosły wokół tego wydarzenia.

Do bratobójczego starcia między dwoma rzymskimi armiami, dowodzonymi z jednej strony przez Maksencjusza, a z drugiej przez Konstantyna, doszło 28 października 312 roku. Obaj dowódcy byli de facto uzurpatorami, którzy sięgnęli po władzę wbrew wprowadzonemu przez cesarza Dioklecjana systemowi tetrarchii. Do tej pory współpracowali ze sobą, a nawet stanowili rodzinę. Żoną Konstantyna była Fausta – przyrodnia siostra Maksencjusza, natomiast przyrodnia siostra Konstantyna poślubiła ojca Maksencjusza – Maksymiana. Gdy jednak Konstantyn został okrzyknięty przez swe wojska imperatorem, na czele dowodzonych przez siebie oddziałów, pewny ich militarnej siły, rozpoczął marsz z północnych krańców cesarstwa na Rzym, staczając po drodze zwycięskie bitwy z wojskami Maksencjusza. Pobicie go i zajęcie miasta nad Tybrem oznaczało przejęcie całkowitej władzy w imperium zachodnim i taki był główny cel młodego generała. Gdy kilka kilometrów na północ od Rzymu rozbił obóz i przygotowywał się do oblężenia, Maksencjusz, dysponujący większą armią, mógł się czuć bezpiecznie w otoczonym silnymi murami mieście. W tym czasie polecił przynieść Księgi sybillińskie, będące spisem przepowiedni, i składać ofiary bogom, a następnie prosił kapłanów o radę. Przesłanie, które otrzymał, spowodowało, że zdecydował się wyjść Konstantynowi naprzeciw. Dlaczego? Tego zapewne nie dowiemy się już nigdy. Z drewnianych barek kazał zbudować prowizoryczny most pontonowy, aby w razie niekorzystnego przebiegu walki zabezpieczyć swym żołnierzom odwrót i tym samym powrót do miasta.

W dniu bitwy oddziały Maksencjusza przekroczyły Tyber i uszkodziły most Ponte Milvio, aby nie pozwolić wrogowi na wejście do Rzymu. Siedem kilometrów od brzegu rzeki oddziały Konstantyna zagrodziły im drogę w pobliżu Czerwonych Skał (Saxa Rubra). Armia Maksencjusza miała wprawdzie przewagę liczebną, ale ta Konstantyna, składająca się głównie z żołnierzy pochodzących z Brytanii, Germanii i Galii, była bardziej zmotywowana i lepiej wyszkolona. W dniu starcia na obu flankach stojących naprzeciw siebie oddziałów znajdowały się zastępy kawalerii, a w środku stali piechurzy. Oddziały kawalerii Konstantyna wyparły konnicę Maksencjusza i okrążyły piechotę, spychając ją na brzeg Tybru. Pontonowy most nie wytrzymał naporu wycofujących się, ogarniętych paniką żołnierzy. Razem z nimi poszedł na dno, i taki los spotkał też ich wodza. W tym momencie bitwa przerodziła się w rzeź – zginęły tysiące żołnierzy Maksencjusza. Następnego dnia Konstantyn nakazał poćwiartować ciało swego wroga, a zarazem szwagra, jego głowę osadzono na włóczni i w uroczystym pochodzie wniesiono do Rzymu.



I tak zakończyła się bitwa przy moście Mulwijskim. Wróćmy jednak do owej walki dobra ze złem, w której Konstantynowi, jako chrześcijaninowi, przypadła główna rola, i to za sprawą boskiej interwencji opisywanej i uwiecznianej przez stulecia. Jak to się stało, że jego mniej liczna armia była w stanie pokonać większe oddziały Maksencjusza? Czy to cud doprowadził do klęski drugiego z uzurpatorów? Prawie dziesięć lat po bitwie główny apologeta Konstantyna, biskup Euzebiusz z Cezarei, powołując się na słowa cesarza, twierdził, że przed starciem miał on sen, w którym pokazał się mu krzyż na niebie i usłyszał słowa: „Z nim zwyciężysz”. I na tej podstawie Konstantyn okrzyknięty został przez wyznawców Chrystusa pierwszym chrześcijańskim cesarzem imperium rzymskiego – nawróconym w cudowny sposób i wspartym w walce z przeważającymi siłami wroga przez Boga chrześcijan.

Kolejne lata pokażą, że choć Konstantyn obdarzał chrześcijan uwagą, pieniędzmi i nadaniami ziemskimi, sam chrześcijaninem nie był, mimo rzeczonego cudu. Nigdy nie uczestniczył w eucharystii z tego prostego powodu, że uczestniczyć w niej mogli tylko ochrzczeni wyznawcy, a Konstantyn sakrament chrztu przyjął dopiero na łożu śmierci. Jednak według biskupa Euzebiusza z Cezarei od momentu cudownego zwycięstwa głosił się on poddanym Chrystusa, chociaż nie znajduje to potwierdzenia ani w źródłach historycznych, ani w obiektach kultury materialnej, takich jak monety czy wystawiony przez senat rzymski łuk Konstantyna. Dowodzą one, że Konstantyn był w tym czasie wyznawcą innego boga, noszącego imię Sol Invictus.


Trudno przy tym nie zauważyć, że Maksencjusz, który panował w mieście nad Tybrem zaledwie sześć lat i który przez stulecia był skutecznie deprecjonowany przez Kościół, zrobił dla Rzymu więcej niż Konstantyn przez całe swoje długie życie. Jak wiemy, fakty nie mają jednak wielkiego znaczenia dla machiny propagandy. Dlatego z walki o władzę dwóch młodych i ambitnych generałów mogła ona uczynić opowieść o złym Maksencjuszu – znienawidzonym przez lud tyranie i uzurpatorze – i dobrym Konstantynie, później nazwanym przez przedstawicieli Kościoła Wielkim, a nawet świętym, który stał się wybawicielem i oswobodzicielem rzymian.