Wenus, Kupidyn i Satyr Bronzina – wyszukana alegoria czy dworski żart?

Wenus, Kupidyn i Satyr, Bronzino (właśc. Agnolo di Cosimo di Mariano Tori), Galleria Colonna, Palazzo Colonna, zdj. Wikipedia

Wenus, Kupidyn i Satyr, Bronzino (właśc. Agnolo di Cosimo di Mariano Tori), Galleria Colonna, Palazzo Colonna, zdj. Wikipedia

Oto widzimy nagą Wenus w towarzystwie Kupidyna. Ich sylwetki emanują sensualnym, wyidealizowanym wdziękiem, choć równocześnie wydają się wyciosane z zimnego marmuru albo wystrugane z kości słoniowej, a chłodna tonacja barw współgra z nienagannie gładką, lśniącą fakturą jedwabiu prześcieradła, na którym spoczywa bogini. I nagle do tego idealnego świata wkrada się Satyr, burząc boską harmonię swym muskularnym, ogorzałym ciałem i wyuzdanym grymasem twarzy. Tak przedstawia nam ogród rozkoszy miłosnych Bronzino – wybitny przedstawiciel florenckiego manieryzmu połowy XVI wieku.

Wenus, Kupidyn i Satyr, Bronzino (właśc. Agnolo di Cosimo di Mariano Tori), Galleria Colonna, Palazzo Colonna, zdj. Wikipedia
Wenus, Kupidyn i Satyr, Bronzino, Galleria Colonna, Palazzo Colonna
Wenus, Kupidyn i Satyr, fragment, Bronzino, Galleria Colonna, Palazzo Colonna
Wenus, Kupidyn i Satyr, fragment, Bronzino, Galleria Colonna, Palazzo Colonna
Wenus, Kupidyn i Satyr, Bronzino, Galleria Colonna, Palazzo Colonna
Wenus, Kupidyn i Satyr, Bronzino, wersja obrazu po domalowaniu szat Wenus, dokumentacja - Galleria Colonna, Palazzo Colonna
Alegoria Czasu i Miłości, Bronzino, National Gallery, London, zdj. Wikipedia
Wenus, Kupidyn i Zazdrość, Bronzino, Szépművészeti Múzeum, Budapest

Oto widzimy nagą Wenus w towarzystwie Kupidyna. Ich sylwetki emanują sensualnym, wyidealizowanym wdziękiem, choć równocześnie wydają się wyciosane z zimnego marmuru albo wystrugane z kości słoniowej, a chłodna tonacja barw współgra z nienagannie gładką, lśniącą fakturą jedwabiu prześcieradła, na którym spoczywa bogini. I nagle do tego idealnego świata wkrada się Satyr, burząc boską harmonię swym muskularnym, ogorzałym ciałem i wyuzdanym grymasem twarzy. Tak przedstawia nam ogród rozkoszy miłosnych Bronzino – wybitny przedstawiciel florenckiego manieryzmu połowy XVI wieku.

Aby lepiej zrozumieć intencję artysty, musimy przenieść się do Florencji, na dwór księcia Cosimy I de Medici oraz do Akademii Florenckiej i podsłuchać toczące się tam debaty literackie i filozoficzne, w których temat miłości odgrywał niebagatelną rolę. Ten zamknięty, elitarny świat odrzucał to, co banalne, poszukując podniet intelektualnych i estetycznych w sztuce pełnej alegorii, symboli i znaczeń ukrytych w ożywianych na nowo postaciach mitologicznych. Pełno jest w tych dywagacjach zagadek mających na celu rozbudzanie świata fantazji i sprawdzanie intelektualnego i emocjonalnego przygotowania odbiorcy wynoszonego z lektury dzieł filozoficznych i poetyckich. Poszukiwano tematów do rozmów wyrafinowanych i stymulujących wyobraźnię. Na każdym kroku dowartościowywana była elegancja, dowcip, ironia, sposób wysławiania się i wyrażania myśli w sposób zawoalowany i dwuznaczny. Agnolo Bronzino miał w tym środowisku znaczącą pozycję. Był nie tylko nadwornym malarzem Medyceuszy, ale i ambitnym poetą. I to subtelny welon poezji okrywał jego malarstwo, niejednokrotnie zabarwiając je jednak odcieniami ironii i sarkazmu.

Niestety, nie znamy oryginalnego tytułu obrazu, toteż nie do końca jesteśmy w stanie rozszyfrować przekaz, jaki kieruje do nas malarz. Możemy być jednak pewni, że temat Wenus i Kupidyna, niezwykle popularny w czasach cinquecenta, musiał mieć dla tego artysty jakieś wyjątkowe znaczenie, skoro podejmował go aż trzy razy. Najsławniejszy obraz, który uważany jest za najbardziej charyzmatyczne dzieło Bronzina (Alegoria Czasu i Miłości), znajduje się w londyńskiej National Gallery. Drugi, znacznie prostszy, to obraz z budapesztańskiego Szépművészeti Múzeum (Wenus, Kupidyn i Zazdrość). We wszystkich trzech główną postacią jest Wenus, której towarzyszy Kupidyn (Amor). Inne postaci, często bardzo liczne, dopowiadają historię spotkania, w którym bogini miłości wydaje się przekomarzać ze swym kompanem, równocześnie go rozbrajając.
 


Ale przejdźmy do naszego obrazu. Widzimy na nim Wenus: właśnie odebrała łuk Kupidynowi, a w ręce trzyma jedną z jego strzał, która najwyraźniej nikogo już nie ugodzi. Ten, co prawda, dzierży w dłoni jeszcze jedną, ale kieruje ją w niebo, jakby sugerując, że zaprzestaje siania zamieszania i próbuje sięgnąć miłości ulokowanej wyżej, jakby ponad naszymi głowami i sercami. Dlaczego jednak z lekką kpiną patrzy na Wenus, a ta – jakby niepewna gestu towarzysza – odwzajemnia mu spojrzenie pełne sceptycyzmu? W tym momencie z zarośli nieoczekiwanie „wyskakuje” Satyr (pół człowiek, pół kozioł), który swą wielką dłonią – jak się zdaje – zaraz schwyci strzałę Kupidyna. W drugiej dłoni, opartej na łożu Wenus, dzierży fletnię Pana, swój nieodzowny atrybut i instrument służący uwodzeniu. Gdyż muzyka, podobnie jak wino, pobudza i wznieca miłość.

Wenus jawi się nam jako majestatyczne, kosmologiczne bóstwo. Już Grecy znali jej dwa wcielenia, które ludzie renesansu często przywoływali w swych roztrząsaniach na temat miłości. Ziemska Afrodyta rozbudzała miłość cielesną, niebiańska – pobudzała do wyższych wartości: przyjaźni i miłości duchowej. Idea miłości wychodzącej poza ziemskie uciechy, bezinteresownej, lojalnej i przyjacielskiej, zaczerpnięta od Platona, pojawiła się w dziełach Petrarki i Castiglionego, a przede wszystkim w pismach założyciela Akademii Florenckiej – Marsilia Ficina, jeszcze w XV wieku. I to on przyczynił się do sformułowania koncepcji miłości platonicznej – czystej, wzniosłej i pozbawionej zmysłowości.

Mitologiczny Kupidyn, naznaczony młodzieńczym wigorem psotnik, ukazywany był natomiast jako postać niestabilna, ale przede wszystkim niebezpieczna. Raził swymi strzałami bez względu na wiek i wzniecał żar namiętności. Grecy uznawali go nawet za wichrzyciela, burzącego porządek społeczny, gdyż niósł ze sobą ból, udrękę i cierpienie. Był dla nich rodzajem demona, pośrednika między ludźmi a bogami. Sokrates twierdził jednak, że może być sprzymierzeńcem człowieka i pomagać mu w osiąganiu doskonałości. W toskańskiej poezji doby późnego renesansu pojawiał się często – to jako bóg przebiegły, to znowu jako kapryśne dziecko ze skrzydłami ptaka. W naszym obrazie Wenus czyni Kupidyna bezsilnym, odbierając mu władzę, a tym samym kładąc kres miłości zmysłowej i nieokiełznanej. Na przekór Satyrowi – personifikacji sił natury i płodności, któremu najwyraźniej nie w smak takie zachowanie. Ten kojarzony był nieodzownie z męskim popędem seksualnym. W starożytności ukazywano go często z członkiem w stanie erekcji. Na płótnie Bronzina jego fizyczną żądzę eksponuje dziki grymas twarzy, wystający język i zmierzwione włosy.

Kto zwycięży w tym pojedynku – delikatny Kupidyn czy lubieżny Satyr? Czy autor obrazu pragnie pokazać nam, że na nic zdadzą się próby Wenus i Kupidyna wobec mocy ziemskiego pożądania? A może odwrotnie? Może Satyr nie ma szans na wygraną w obliczu siły tych dwojga, przeświadczonych o wyższości miłości czystej, platonicznej?


Ciała boskiej pary, Wenus i Kupidyna, są blade, jasne i nieskazitelnie piękne; to oni wydają się bohaterami pozytywnymi tego przedstawienia. Jak twierdził Platon, a wtórował mu Ficino, piękno, w tym piękno ludzkiego ciała, przybliża nas do Boga, pozwala nam poznać i podziwiać doskonałość jego istoty; stanowi rodzaj łącznika między światem ziemskim a Bogiem, jest wręcz nieodłącznym sposobem na jego poznawanie. Ale w całym pięknie postaci i elegancji, jaką prezentuje ta scena, nie da się nie zauważyć dużej dozy komizmu. Nieokiełznany Satyr, z uśmieszkiem sygnalizujący: „tu jestem”, wprowadza do wykoncypowanej kompozycji nutę kpiny i szyderstwa z tak idealistycznie pojmowanej miłości, które często przewijały się w poezji Bronzina. Może dzieło to było dworskim żartem – inteligentną krotochwilą na temat miłości?

Obraz zamówiony został przez Alemanna Salviatiego – wuja księcia Florencji, Cosimy I. W rzymskiej kolekcji rodu Colonna znalazł się w 1718 roku wraz z posagiem, jaki wniosła Zeffirina Salviati, wychodząc za mąż za Fabrizia Colonnę. W 1755 roku poddano go, podobnie jak inne, „nieprzyzwoite” w opinii właścicieli dzieła, „uszlachetnieniu”, polegającym na domalowaniu zwiewnych szat zakrywających piersi i łono Wenus. Ujawniła to podjęta w 2002 roku konserwacja obrazu, która uwolniła boginię z szat, odsłaniając również kolorystyczne piękno tego płótna.

 

Wenus, Kupidyn i Satyr, Bronzino (właśc. Agnolo di Cosimo di Mariano Tori), 1550–1555, olej na desce, 120 x 250 cm, Galleria Colonna, Palazzo Colonna