Caravaggio – ostatnia podróż.
Wielce pomocna będzie dla nas polemika, jaka od lat toczy się między badaczami życia i dzieła Caravaggia, próbującymi ustalić przebieg jego ostatnich dni. Dopiero niedawno przybliżono szerokiej publiczności szczegóły obowiązującej w Państwie Kościelnym procedury ubiegania się o ułaskawienie, analizując przypadek Caravaggia. Okazuje się, że zanim malarz mógłby dostąpić papieskiej łaski, spełnione musiały zostać dwa istotne warunki. Jednym z nich było zawarcie ugody – pax privata, która sprowadzała się do deklaracji zaniechania wszelkiej wrogości po obydwu stronach konfliktu, a w tym przypadku między Giovannem Francesco Tomassonim – przebywającym na banicji w Parmie (bratem zabitego Ranuccia) a Caravaggiem. Celem tego rodzaju ugody było utrzymanie spokoju w państwie i zatrzymanie spirali wendet i waśni wynikających z poczucia niesprawiedliwości. Aktowi temu towarzyszyły rytualne gesty – podanie sobie rąk, pocałunki, picie z tej samej szklanki oraz uroczysta przysięga, w której obie strony zobowiązywały się przed Bogiem do zachowania pokoju. Częścią pojednania była też gratyfikacja finansowa, którą w tym przypadku Caravaggio miał przekazać poszkodowanej rodzinie. Złamanie takiego prywatnego paktu pokojowego przez którąś ze stron traktowane było bardzo poważnie i skutkowało odebraniem wiarołomcy czci i dobrego imienia, co w społeczeństwie, w którym honor ceniono wyżej niż ludzkie życie, miało ogromną wagę.
Caravaggio musiał zatem przejść całą procedurę ubiegania się o ułaskawienie – wysłać petycję do papieża, stawić się osobiście lub przez swojego przedstawiciela przed obliczem gubernatora Rzymu (albo reprezentujących go sędziów), przyznać się do winy, prosić o przebaczenie, podać okoliczności łagodzące jego przestępstwo i prosić o umorzenie kary. Po dopełnieniu tych procedur papież wysyłał krótki list do sędziów, często zawierający jedynie słowa gratia, obstat. Kolejnym krokiem było zatwierdzenie owej łaski przez gubernatora i dopiero wówczas papież wystawiał tzw. list łaski – oficjalny dokument rejestrowany w datariach apostolskich, gubernator zaś ogłaszał zniesienie kary wygnania. Ale na tym sprawa się nie kończyła – spełniony musiał zostać drugi warunek: ułaskawienie, a tym samym powrót do Rzymu mogły nastąpić nie wcześniej niż po upływie pięciu lat wygnania.
Pakt pokojowy spisywano i sporządzano zwyczajowo przed notariuszem. Widzimy więc, że to nie ułaskawienie papieskie było kluczowe dla Caravaggia, choć bez niego nie było możliwe zmazanie jego winy i powrót do Rzymu, ale pakt pokojowy z Mario Tomassonim, który reprezentował swego brata Giovanna Francesca. By ów pakt mógł zostać zawarty, konieczne było powołanie mężów zaufania – w tym przypadku byli to kardynał Odoardo Farnese i jego brat, książę Parmy Ranuccio Farnese.
Pierwsze dokumenty wzmiankujące o działaniach na rzecz zawarcia pokoju między Tomassonim a Caravaggiem pochodzą z sierpnia 1607 roku, kiedy malarz przebywał na Malcie. Kolejne pertraktacje musiały zakończyć się sukcesem, skoro w marcu 1610 roku Caravaggio otrzymał pełnomocnictwo od Giovanna Francesca Tomassoniego dotyczące zawarcia z nim pokoju w obecności negocjatorów – wspomnianych braci Farnese. Czy Caravaggio wysłał w swoim imieniu przedstawiciela, który miał go reprezentować, jak uczynił to na przykład Onorio Longhi (współuczestnik pojedynku z maja 1606 roku), czy chciał uczynić to osobiście? Nie mamy żadnych dowodów, że do takiego spotkania doszło, ale pewnym jest, że Caravaggio przed upływem pięciu lat – czyli do maja 1611 roku – nie miał czego szukać ani w Rzymie, ani w Państwie Kościelnym. Dokąd w takim razie udał się malarz feluką w lipcu 1610 roku?
W momencie opuszczenia przez Merisiego Neapolu kończy się niejako historia jego życia oparta na twardych faktach. Wszystko, co następuje później, jest owiane tajemnicą, która nie daje się łatwo odkryć, a wszelkie pewne informacje giną w gąszczu domysłów. Musimy wierzyć listom, pogłoskom, wypowiedziom i relacjom biografów malarza oraz osób donoszących o jego zaginięciu. Ich opinie nie musiały być prawdziwe – niezależnie od tego, czy wypowiadano je w dobrej, czy też złej wierze – a na podstawie obecnej wiedzy nie potrafimy ich w pełni zweryfikować.
Oddajmy zatem głos zaniepokojonym świadkom kolejnych odsłon tajemniczej śmierci malarza, które z trwogą i ciekawością śledzono na ówczesnych dworach. Najważniejszym dokumentem, jakim dysponujemy w tej sprawie, jest korespondencja odnaleziona w archiwum watykańskim, prowadzona między kardynałem Scipione Borghesem a nuncjuszem papieskim w Neapolu i równocześnie tamtejszym inkwizytorem, biskupem Deodato Gentile, między lipcem 1610 a majem 1611 roku. Co było zaczynem tej korespondencji? Oczywiście plotki na temat zgonu artysty.
Po kilkunastu dniach od wyjazdu Caravaggia z Neapolu w Rzymie zaczęły pojawiać się głosy o tajemniczej śmierci malarza. Zaniepokojony tym faktem i najwyraźniej oczekujący na obraz (obrazy?) kardynał Borghese napisał (24 lipca), poprzez swego pełnomocnika kardynała Lanfranca Margottiego, list do osoby, która – jego zdaniem – mogła mu udzielić na ten temat rzetelnych informacji. List się nie zachował, ale z odpowiedzi jego adresata (Deodata Gentilego) możemy wnioskować, że Margotti chciał dowiedzieć się czegoś więcej o zaginięciu malarza i obrazach, które ten miał ze sobą. Gentile odpowiedział już kilka dni później (29 lipca), że wieści, jakoby Caravaggio zmarł na wyspie Procida, są nieprawdziwe, a przy tym donosił, że Caravaggio popłynął feluką do Palo, gdzie został aresztowany, a po kilku dniach wypuszczony po przekazaniu wysokiej sumy tamtejszemu kapitanowi. Następnie wyruszył, być może pieszo, do Porto Ercole, w drodze jednak zaniemógł i zmarł. Feluka z obrazami powróciła do Neapolu, ale płótna były na niej tylko trzy i znalazły się w rękach markizy Colonny Sforzy. Gentile zapewniał też, iż poinformował markizę, że obrazy należą do kardynała Borghesego, i prosił, aby o nie dbała, tak by nie uległy uszkodzeniu bądź zawilgoceniu, i by nie dostały się w niepowołane ręce do czasu negocjacji z wierzycielami – spadkobiercami Caravaggia, aby, jak pisał Gentile, zapewnić im uczciwe zadośćuczynienie. Na tym list się kończył. Nuncjusz podał zatem miejsce aresztowania malarza – Palo, jak również Porto Ercole, do którego ten z jakiegoś powodu miał zmierzać.
Dopowiedzmy parę faktów, którymi możemy uzupełnić wypowiedź nuncjusza. Malarz wraz z kilkoma obrazami, które wziął ze sobą, dotarł do portu u podnóża średniowiecznego zamku w Palo Laziale (dziś część miasta Ladispoli) na terenie ówczesnego księstwa Bracciano, gdzie został aresztowany. Gentile nie podaje, co było powodem owego aresztowania. Należy dodać, że był to maleńki port strzeżony przez trzech żołnierzy tamtejszego garnizonu, oddalony od Neapolu – w zależności od wiatru i pogody – o jakieś dwa, trzy dni podróży przybrzeżną łodzią żaglową i o około trzydziestu kilometrów drogi lądowej od Rzymu. Nie ma powodu sądzić, że odkryto w nim skazanego na bando capitale zbiega, gdyż w księstwie nie obowiązywały prawa Państwa Kościelnego. Oprócz tego Constanza Colonna Sforza była kuzynką ówczesnego władcy tego księstwa – Virginia Orsiniego, a ten pozostawał w doskonałych stosunkach z kardynałem Borghese. Czy zatem na terenie administrowanym przez Orsinich i znajdującym się pod jurysdykcją rodu Farnese miało dojść do spotkania pokojowego? Wydaje się to całkiem możliwe. Dlaczego jednak malarz został aresztowany i uwolniony po wpłaceniu sporej sumy pieniędzy? I skąd nuncjusz o tym wiedział, skoro przewoźnicy uciekli z portu zaraz po jego aresztowaniu? Nie mogli mu tego powiedzieć. I skąd wiedział, że malarz udał się do Porto Ercole – miejscowości oddalonej o 116 kilometrów, do której trudno byłoby dostać się pieszo nie tylko ze względu na odległość, ale też bagna znajdujące się po drodze? Żadna z tych informacji nie mogła pochodzić od przewoźników – od kogo w takim razie?
W Rzymie wrzało od plotek, a co ciekawe, wiadomość o śmierci malarza w Porto Ercole musiała tu dotrzeć, zanim Gentile napisał o tym kardynałowi Borghese, ponieważ już 28 lipca jeden z informatorów księcia Francesca Marii II della Rovere przysłał na dwór w Urbino informację o śmierci Caravaggia na skutek choroby w Porto Ercole. Kto zatem wiedział o zgonie malarza właśnie tam?
Na niespójność faktów dotyczących śmierci Caravaggia zwrócił uwagę już w latach dziewięćdziesiątych XX wieku neapolitański uczony Vincenzo Pacelli. Jako pierwszy dotarł on do wspomnianej korespondencji Deodata Gentilego z kardynałem Borghese i pierwszy podważył opinię o śmierci Caravaggia w Porto Ercole, twierdząc, że nie ma na to sprawdzonych dowodów. Badacz sugerował, że artysta padł ofiarą kawalerów maltańskich – jego ciało zostało usunięte, być może wrzucone do morza, a następnie sfabrykowano historię o jego śmierci w Porto Ercole. Pacelli zwrócił też uwagę na inne niespójne elementy opowieści. Malarzowi nie zorganizowano pogrzebu i nikogo też o jego śmierci nie poinformowano. To nieposzanowanie obyczaju przyzwoitego pochówku może dziwić. Wiemy wszak, jak wielką czcią otaczano w tym czasie zmarłych. Pogrzebanie ciała Caravaggia w rowie dla bezimiennych biedaków w Porto Ercole – gdyż innego miejsca nie znamy – jest czymś trudnym do zrozumienia. Był on wszak sławnym malarzem, o którego obrazy zabiegano i wciąż je podziwiano, zatem cisza wokół jego osoby wydaje się zaskakująca. Nie wiemy ponadto nic o tym, czy została poinformowana rodzina zmarłego, a co więcej sama markiza Constanza Colonna Sforza, która dobrze znała jego rodzeństwo i całe życie była oddaną protektorką malarza, również nie zabiegała o wydanie jego ciała.
Hipotezy Pacellego nie znalazły szerszej akceptacji, a historycy sztuki – mimo zasadnych pytań zadanych przez uczonego – na wszelkie sposoby próbowali trzymać się informacji o Porto Ercole, głównie powołując się na zapiski biografów na ten temat. Wydaje się jednak, że współcześni Caravaggia nie mieli jasności co do tego, co się stało. Gaspare Celio napisał, że powracającego do Rzymu, rozgniewanego malarza dopadła gorączka na plażach Terraciny, sugerując tym samym, że Caravaggio kierował się w swojej wędrówce nie na północ (w kierunku Porto Ercole), ale na południe, w stronę Neapolu. Giovanni Baglione relacjonował jedynie, że Caravaggio został wzięty do niewoli i osadzony w więzieniu, gdzie przetrzymywano go przez dwa dni, a potem umarł na plaży na skutek choroby; dodał przy tym – nie bez pewnej satysfakcji – „zginął marnie, tak jak marnie żył”. Najbardziej przychylny artyście Mancini, który zapewne ze smutkiem przyjął informację o jego śmierci, zapisał w swoich notatkach, że malarz zmarł w Civitavechia, potem przekreślił miejscowość i wprowadził nazwę Porto Ercole, a jako przyczynę śmierci podał „złośliwą gorączkę”, podsumowując, że „nie da się zaprzeczyć, iż (Caravaggio) był skrajnie ekscentryczny i że te jego dziwactwa zabrały mu kilku dekad życia”. Natomiast Bellori twierdził, że „kiedy (Caravaggio) dotarł na plażę, straż hiszpańska, która czekała na innego rycerza (pomyłka), aresztowała go i wzięła do niewoli”.
Co było powodem śmierci artysty – malaria, osłabienie w wyniku odniesionych ran, zakażenie, przegrzanie czy zapalenie? Czyżby choroba rozwinęła się w przeciągu kilku dni od wyjazdu z Neapolu i spowodowała nagłą śmierć? I kiedy ona dokładnie nastąpiła? Odpowiedzi na te pytania udziela epitafium napisane dla Caravaggia przez jego przyjaciela Marzia Milesiego. Brzmiało ono tak:
„Michelangelo Merisi, syn Fermo di Caravaggia, w malarstwie niedorównujący malarzowi, lecz samej naturze, zmarł w Porto Ercole, powracając z Neapolu do Rzymu 15 sierpnia roku pańskiego 1610. Żył trzydzieści sześć lat, dziewięć miesięcy i dwadzieścia dni. Marzio Milesi, radca prawny, dedykował to przyjacielowi o niezwykłym geniuszu”.
Wciąż nie umiano jednak odpowiedzieć na pytanie, czego szukał malarz w Porto Ercole.
Ostateczny cios wszystkim tym, którzy podważali prawdziwość przekazu o śmierci Caravaggia w Porto Ercole, został zadany w 2001 roku, gdy w rejestrach tamtejszej parafii Sant'Erasmo, w księdze rachunkowej z 1656 roku, lokalny historyk odnalazł luźną kartkę, na której widniała informacja: „18 lipca 1609 roku w szpitalu Santa Maria Ausiliatrice/ zmarł Michel angelo Merisi da Caravaggio, malarz/ z powodu choroby”. Zapis ten stanowił istotny dowód na to, że Caravaggio nie tylko do Porto Ercole dotarł, ale też tam właśnie zmarł. Zaskakująca data (1609) została uzasadniona sieneńskim kalendarzem. Mimo że rejestry w Porto Ercole od początku XX wieku były kilkakrotnie badane w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów związanych ze śmiercią malarza, dopiero teraz udało się odkryć dowód jego pobytu w tym miejscu i śmierci.
Po pojawieniu się tej informacji władze Porto Ercole zintensyfikowały starania mające na celu odnalezienie doczesnych szczątków malarza i uhonorowanie go należytym pochówkiem w marmurowym sarkofagu, aby zmyć odium dołu dla bezimiennych biedaków, w którym Caravaggio rzekomo spoczął. W 2010 roku odnaleziono nawet ludzkie szczątki o toksycznej zawartości ołowiu (pochodzącego najpewniej z farb), które uznano za prawdopodobne kości malarza.
Wciąż jednak domagają się odpowiedzi pytania, po co artysta udał się z Palo do Porto Ercole i co stało się z obrazami. Według zapewnień Gentilego malarz miał ze sobą więcej niż wspomniane trzy płótna, które trafiły do markizy. Jeśli było ich więcej, komu Caravaggio je podarował i gdzie? Jeśli sam kardynał Borghese oczekiwał trzech (co nie musiało pokrywać się z prawdą), gdzie podziały się płótna dla innych protektorów mistrza?
Curti wysuwa hipotezę, że Caravaggio celowo udał się z Palo do Porto Ercole, aby w Toskanii spędzić resztę swego wygnania i odczekać kilka miesięcy aż do momentu upłynięcia nakazanych pięciu lat banicji. Vincenzo Giustiniani należał do głównych orędowników malarza w jego staraniach o ułaskawienie. Posiadał on w tej części Toskanii swoje dobra i mógł udzielić malarzowi gościny na kilka miesięcy, co niejednoznacznie sugeruje w swojej biografii Celio. Tak więc Palo mogło być tym miejscem, w którym malarz zszedł na ląd, aby wziąć udział w rokowaniach pax privata, a następnie udał się feluką dalej do Porto Ercole i tam został aresztowany przez znanego z łapówkarstwa i wymuszeń na aresztantach kapitana tamtejszej straży hiszpańskiej, Diego Roki Borji. Zapłaciwszy haracz (poważną sumę), został po kilku dniach wypuszczony. Po uwolnieniu wystraszony i chory artysta udał się do portu w poszukiwaniu feluki, aby ruszyć w drogę powrotną, i tam zmarł. Oznaczałoby to, że przewoźnicy udzielili fałszywych informacji, myląc aresztowanie malarza w Palo z aresztowaniem w Porto Ercole. Trudno uwierzyć, aby mogli te dwie miejscowości pomylić, gdyż dzieliło je wiele dni żeglugi. I jak Gentile dowiedział się o owym wypuszczeniu z aresztu za łapówkę i pieszej podróży malarza do Porto Ercole?
Ale to nie koniec historii, która zapewne będzie się ciągnąć jeszcze wiele lat bądź dekad. Otóż w 2024 roku została przeprowadzona wnikliwa analiza filologiczno-semantyczna, kodykologiczna i paleograficzna wspomnianego tekstu dotyczącego śmierci Caravaggia w Porto Ercole. Na podstawie badań papieru i pisma badaczka Carla Rossi doszła do wniosku, że notatka ta jest fałszerstwem sprokurowanym między końcem XIX a połową XX wieku, a wspomniany w niej kościół Santa Maria Ausiliatrice, w którego szpitalu miał umrzeć ciężko chory malarz, w ogóle nie istniał. Rossi sugeruje zatem, że Caravaggio wysiadł w Palo, aby udać się do Rzymu. Być może po drodze, albo w samym Rzymie, zamierzał podpisać pax privata z Tomassonim. Czy było to możliwe, że ryzykowałby taki krok? Niewykluczone. Podczas gdy inni uczestnicy brutalnego zajścia w maju 1606 roku, Longhi i Troppa, wyznaczyli swoich pełnomocników, malarz – jak się wydaje – nie delegował swego przedstawiciela, ale chciał się w Rzymie stawić osobiście, pewny wsparcia wpływowych protektorów. To dla nich przeznaczone były obrazy, które miał ze sobą. Coś jednak jego plany przekreśliło.
Jak widać, mimo kolejnych dokumentów wciąż niewiele wiemy o ostatnich dniach Caravaggia. Czy sfinalizował ugodę z rodziną Tomassoni? Czy rzeczywiście pojechał do Porto Ercole? Kiedy zmarł i w jakich okolicznościach? Na razie pytania te pozostają bez ostatecznych odpowiedzi.