Apollo Belwederski – najdoskonalsze dzieło sztuki spośród wszystkich dzieł antyku

Apollo Belwederski, fragment, Musei Vaticani

Apollo Belwederski, fragment, Musei Vaticani

Tak napisał o tej rzeźbie Johann Joachim Winckelmann, który w połowie XVIII wieku stworzył jedno z najważniejszych dzieł – Dzieje sztuki starożytnej, które dało podwaliny pod rodzące się dopiero nauki: archeologię i historię sztuki. Potem jeszcze przez wiele dekad Apollo Belwederski uważany był za dzieło doskonałe, ilustrujące w sposób wręcz podręcznikowy wychwalaną przez Winckelmanna „szlachetną prostotę i spokojną wielkość” sztuki antyku. Dziś, oprócz nielicznego grona historyków sztuki (co również nie jest pewne), mało kto o nim wie i już to dopinguje do odkrycia go na nowo.

Apollo Belwederski, fragment, Musei Vaticani
Apollo Belwederski, Musei Vaticani
Perseusz z głową Meduzy, Antonio Canova, Musei Vaticani
Apollo Belwederski, Marcantonio Raimondi, 1530 r., zdj. Wikipedia
Apollo Belwederski, Musei Vaticani

Tak napisał o tej rzeźbie Johann Joachim Winckelmann, który w połowie XVIII wieku stworzył jedno z najważniejszych dzieł – Dzieje sztuki starożytnej, które dało podwaliny pod rodzące się dopiero nauki: archeologię i historię sztuki. Potem jeszcze przez wiele dekad Apollo Belwederski uważany był za dzieło doskonałe, ilustrujące w sposób wręcz podręcznikowy wychwalaną przez Winckelmanna „szlachetną prostotę i spokojną wielkość” sztuki antyku. Dziś, oprócz nielicznego grona historyków sztuki (co również nie jest pewne), mało kto o nim wie i już to dopinguje do odkrycia go na nowo.

      Apollo Belwederski, fragment, Musei Vaticani

Ta marmurowa rzeźba przedstawiająca boskiego Apolla, syna Jowisza i Leto (Latony), brata bliźniaka Diany, to pochodząca z II wieku rzymska kopia posągu wykonanego początkowo z brązu. Oryginał, uważany za dzieło Leocharesa, datowany jest na IV wiek p.n.e. Owa kopia przeleżała w ziemi aż do końca XV wieku, gdy przypadkowo odkryto ją niedaleko Anzio, na terenie willi cesarza Nerona, na ziemi należącej do ówczesnego kardynała della Rovere. Stanowiła jego osobistą własność aż do momentu, gdy kardynał został papieżem Juliuszem II. Wtedy przeniesiono ją do Watykanu i umieszczono w tamtejszym Belwederze (stąd przymiotnikowe określenie Apolla). Z czasem stała się jednym z najcenniejszych obiektów Muzeów Watykańskich. Niestety, odkopany posąg nie miał prawej dłoni i palców lewej ręki, co skłoniło jego właścicieli do zlecenia uzupełnienia ubytków, co w tamtym czasie było zabiegiem dość typowym, któremu poddawana była większość odkopywanych rzeźb (np. Grupa Laokoona). I o ile lewa ręka zaopatrzona została w całą dłoń, w której Apollo trzyma pozostałość (niezachowanego) łuku, to z prawą ręką, z niewiadomych powodów, ówczesny „uzupełniacz”, skądinąd uczeń samego Michała Anioła, Giovanni Angelo di Montorsoli, postanowił poeksperymentować, czyniąc przy tym karygodny błąd. Obciął zachowane prawe ramię poniżej łokcia celem odtworzenia ramienia wraz z dłonią, ale źle obliczył jego długość. Dłoń Apolla, w pierwotnej formie spoczywająca, jak się wydaje, na konarze drzewa (zabieg mający na celu podparcie rzeźby marmurowej), zawisła w powietrzu. W tej sytuacji autor rekonstrukcji musiał podnieść wysokość konara o dobre kilkanaście centymetrów – jak źle jest to zrobione, widzimy do dziś. Na szczęście zachowała się rycina Marcantonia Raimondiego z 1530 roku przedstawiająca posąg przed pracami uzupełniającymi, która pozwala zobaczyć, jak rzeźba wyglądała w oryginale.

Nie uzupełniono samego łuku, który Apollo zapewne trzymał w lewej dłoni, ani strzały, którą dzierżył – jak należy przypuszczać – w drugiej ręce. Z tymi atrybutami myśliwego przedstawiano go wówczas, gdy zamierzano go ukazać jako boga łowów albo Słońca (życia). Ale Apollo był też bogiem piękna, muzyki, poezji i wielu innych „uduchowionych” dziedzin – w tym wcieleniu towarzyszyła mu lira. Tutaj jednak zdaje się być uchwycony w momencie, gdy napręża cięciwę swego łuku, aby oddać strzał do węża, co mitologia przedstawia jako pierwszy czyn młodego boga. Wąż ten prześladował jego matkę Leto. Ugodzony, uciekł jeszcze do Delf, gdzie ostatecznie spotkała go śmierć od kolejnej strzały Apolla.

Od momentu jej odkrycia rzeźba wzbudzała zachwyt i inspirowała artystów. Zapewne niewiele osób wie, że nawet na dalekiej północy Europy wiedziano o niej, czego przykładem jest sylwetka Adama w pięknym obrazie Albrechta Dürera Adam i Ewa. Największy hymn pochwalny na jej temat wyszedł jednak spod pędzla innego artysty – boskiego Michała Anioła. Czy patrząc na sylwetkę namalowanego przez niego Chrystusa sądzącego żywych i umarłych w scenie Sądu Ostatecznego (kaplica Sykstyńska), nie dostrzeżemy podobieństwa do Apolla? Tak, to nim inspirował się genialny artysta, dopuszczając się rzeczy bez precedensu – nadając Chrystusowi oblicze pogańskiego boga.

Największą popularność rzeźba zyskała w końcu XVIII wieku, w dobie rozwijającego się klasycyzmu, a później romantyzmu. Artyści kopiowali ją, pisarze i poeci uwieczniali w piśmie jej bezczasowe piękno, a przybysze z całego świata stali przed nią godzinami, aby nasycić swe oczy. Takim aktem uwielbienia był też inny posąg stworzony z inspiracji tym dziełemPerseusz z głową Meduzy autorstwa Antoniego Canovy, również znajdujący się w watykańskim Belwederze, nieopodal Apolla. Jednak już w XX wieku statua przestała budzić emocje. Posunięto się nawet w latach dwudziestych XX wieku do ponownego odjęcia uzupełnionych w okresie renesansu dłoni, ale o dziwo, pod koniec poprzedniego stulecia ponownie je zamontowano. Dziś jednoznacznie zaświadcza, że również percepcja sztuki ulega ciągłym fluktuacjom i modom. Być może nieskazitelne piękno Apolla wydaje się nam jałowe w obliczu nieszczęść, jakich doświadczono w ostatnim stuleciu w Europie. I może to one spowodowały utratę niewinności, która pozwala na podziw dla piękna samego w sobie… .

Apollo Belwederski, biały marmur toskański, wys. 224 cm, Musei Vaticani (Museo Pio-Clementino)