Portret papieża Innocentego X Velázqueza – portret prawdziwy, przenikliwy i skuteczny

Portret papieża Innocentego X, Diego Velázquez, Galleria Doria Pamphilj, fragment, zdj. Wikipedia

Portret papieża Innocentego X, Diego Velázquez, Galleria Doria Pamphilj, fragment, zdj. Wikipedia

Rzym odwiedzali liczni zagraniczni artyści. Część z nich pragnęła doskonalić swój warsztat, a część liczyła na hojnie w mieście rozdawane zlecenia. W innym celu przybył tu pod koniec 1648 roku znakomity, ceniony na dworze hiszpańskim malarz Diego Velázquez, który już po raz drugi wybrał się do Italii. I tym razem celem jego podróży było zebranie dzieł sztuki dla króla hiszpańskiego, wielkiego kolekcjonera – Filipa IV, ale nie tylko. Liczył w Rzymie na coś więcej niż tylko artystyczne wzbogacenie.

Portret papieża Innocentego X, Diego Velázquez, Galleria Doria Pamphilj, fragment, zdj. Wikipedia
Portret papieża Innocentego X, Diego Velázquez, Galleria Doria Pamphilj, zdj. Wikipedia
Portret papieża Innocentego X, Diego Velázquez, Galleria Doria Pamphilj, fragment, zdj. Wikipedia
Portret papieża Innocentego X, Diego Velázquez, Galleria Doria Pamphilj, fragment, zdj. Wikipedia
Portret papieża Innocentego X, Diego Velázquez, Galleria Doria Pamphilj, fragment, zdj. Wikipedia
Portet papieża, Francis Bacon, Musei Vaticani

Rzym odwiedzali liczni zagraniczni artyści. Część z nich pragnęła doskonalić swój warsztat, a część liczyła na hojnie w mieście rozdawane zlecenia. W innym celu przybył tu pod koniec 1648 roku znakomity, ceniony na dworze hiszpańskim malarz Diego Velázquez, który już po raz drugi wybrał się do Italii. I tym razem celem jego podróży było zebranie dzieł sztuki dla króla hiszpańskiego, wielkiego kolekcjonera – Filipa IV, ale nie tylko. Liczył w Rzymie na coś więcej niż tylko artystyczne wzbogacenie.

 

      Portret papieża Innocentego X, Diego
      Velázquez, Galleria Doria Pamphilj,
      fragment, zdj. Wikipedia

Początkowo Velázquez zwiedzał włoskie miasta i czynił zakupy. Malować zaczął dopiero po przybyciu do Rzymu. Tu powstał znakomity portret jego służącego, a zarazem pomocnika – mającego mauretańskie pochodzenie Juana de Pareja (1650, Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork). Twórca skoncentrował się w nim całkowicie na twarzy mężczyzny, na oddaniu jego dumnego oblicza, którego pozazdrościć mógłby mu niejeden wysoko urodzony arystokrata. Wizerunek ten wzbudził podziw rzymskich wielbicieli sztuki. Jakimż triumfem dla malarza zza Pirenejów musiało być zdobycie uznania w Wiecznym Mieście, stolicy ówczesnego świata sztuki. Ale malarz miał inny cel niż tylko manifestowanie swego talentu. Wnet go też osiągnął – oto papież Innocenty X z rodu Pamphilj powierzył mu namalowanie swej podobizny, a malarz stworzył, jak się wydaje, najdoskonalszy portret papieski wszech czasów. Obraz był chwalony za wierność, realizm i prawdę bijącą z oblicza portretowanego. Sam papież, widząc swój wizerunek, rzekł ponoć: „troppo vero, troppo vero” (zbyt prawdziwe, zbyt prawdziwe). Co miał na myśli? Zapewne dociekliwość malarza, przed którym nie dało się ukryć podejrzliwości charakteru i niepewności siedemdziesięciopięcioletniego wówczas biskupa Rzymu. Opisując papieża, wenecki dyplomata Antonio Giustiniani twierdził, iż „niektórych raziła jego posępna i mroczna fizjonomia, zwierciadło duszy opornej i niespokojnej, i dostrzec w nim można było nawyki nieprzystające do łagodności, jaką powinien przejawiać człowiek pieczętujący się mianem ojca nas wszystkich”.

Twarz Innocentego na obrazie Velázqueza wyraża napięcie, co podkreślają zmarszczone brwi i czoło, nadając jej wręcz agresywny charakter – jakby pozował niecierpliwie, wręcz niechętnie, traktując tę czynność jak nużący obowiązek. Można tylko zgodzić się z Ortegą y Gassetem, który pisał: „Nie ma chyba portretu bardziej lotnego, bardziej odsłaniającego przedstawianą postać. Papież nie ma zbyt miłego wyglądu, ale wszystko w nim – to, co godne i co mniej godne – wyrażone zostało na płótnie”.

      Portret papieża Innocentego X, Diego
      Velázquez, Galleria Doria Pamphilj,
      fragment, zdj. Wikipedia

Zadanie namalowania Innocentego X nie było łatwe, gdyż papież znany był ze swej „trudnej urody” i porywczego charakteru, który objawiał się w napadach gniewu. Zamknięty w sobie i arogancki, ufał jedynie swojej szwagierce – Olimpii Maidalchini, która – gdy umierał – skwapliwie „zatroszczyła się” o pozostawiony po nim majątek. Nieznane są losy drugiego namalowanego przez Velázqueza portretu, na którym uwiecznił równie trudną pod względem urody i charakteru papieską zauszniczkę. Że obydwoje docenili kunszt malarza, może świadczyć fakt, że papież obdarował artystę złotym medalem i łańcuchem oraz poparciem w jego prośbach, którym tylko on był w stanie sprostać. Velázquez miał bowiem w Rzymie do załatwienia pewien prywatny i delikatny w swej materii interes. Sugeruje to widoczny na obrazie list w dłoni papieża z napisem: „Do Przenajświętszej, dostojnej osoby Innocentego X przez Diego de Silva y Velázqueza”to podpis malarza, ale też coś więcej: przypomnienie o sprawie, o którą zabiegał i dla której namalował papieski wizerunek.  Ubiegał się on bowiem w tym czasie o członkostwo w elitarnym hiszpańskim zakonie Santiago. Zaszczytu tego dostąpić mogli tylko najwyżej urodzeni, nieparający się żadną pracą zarobkową – jak przystało na prawdziwego hiszpańskiego szlachcica – arystokraci. Wiemy, że Filip IV bardzo wysoko cenił malarza, jednak wobec tradycyjnego rytuału szlacheckich godności pozostawał bezsilny. To, co przysługiwało jedynie najwyższej szlachcie, nie mogło być przezeń ignorowane ani pospolitowane. Zachowała się bogata korespondencja, prowadzona przez kapitułę zakonu Santiago, z której dowiadujemy się o wypytywanych o Velázqueza artystach, tak naprawdę jego kolegach po fachu, lojalnie zeznających, że znany im malarz Velázquez nigdy nie parał się pracą zarobkową, a jeśli już coś dla króla namalował, to czynił to z własnej, nieprzymuszonej woli i dla chwały Najjaśniejszego. Aby jednak Velázquez mógł zostać rycerzem Santiago, co automatycznie oznaczało nobilitację, decyzję w tej sprawie podjąć musiał papież Innocenty X, od którego artysta przemyślnie nie pobrał wynagrodzenia za namalowany portret. Jego życiowy cel został osiągnięty dopiero po latach – rzemieślnik, utrzymujący się z pracy własnych rąk, o nie do końca jasnym rodowodzie, dostąpił najwyższego w Hiszpanii zaszczytu. Stało się to jednak już po jego śmierci. 

      Portet papieża, Francis Bacon,
      Musei Vaticani

W czasie prawie rocznego pobytu Velázqueza w Rzymie powstało jeszcze jedno znakomite dzieło. Artysta ponownie zmierzył się z włoskimi malarzami i w ten sposób powstała Wenus ze zwierciadłem (1650, National Gallery, Londyn). Obraz ten trudny byłby do wykonania w Hiszpanii ze względu na inkwizycję, zabraniającą malowania aktów. Sprzeciwianie się jej woli mogło doprowadzić do wygnania i utraty majątku nawet na kilka pokoleń. Ale w papieskim Rzymie malarz ośmielił się temat ten podjąć, dzięki czemu powstało arcydzieło sztuki malarskiej.

Wróćmy jednak do dzieła, które wśród malarzy rzymskich wzbudziło tak powszechny zachwyt – portretu Innocentego X. Co zdumiewające, niezwykłe wyrafinowanie barw, obecne w obrazie, uzyskał malarz, wykorzystując zaledwie dwie z nich – czerwień i biel. Bogactwo ich niuansów jest jednak tak wielkie, że w żadnej mierze nie odczuwamy ograniczenia barwnego, wręcz przeciwnie, płótno tchnie prawdziwym przepychem. Wizerunek ten jest arcydziełem swego gatunku; gdy powstawał, był czymś zupełnie nowym, także w siedemnastowiecznym Rzymie. Stanie się inspiracją głównie dla przyszłych pokoleń, portrecistów dziewiętnastowiecznych, a nawet malarzy XX wieku, by wspomnieć tylko Francisa Bacona, który w 1965 roku w dziesiątkach szkiców i płócien będzie się zmagał z Velázquezem i jego papieżem, a tę nad wyraz znaną serię nazwie się „krzyczącymi papieżami”. Jeden z tych obrazów znajduje się nawet w zbiorach Muzeów Watykańskich (Musei Vaticani).

 

Diego Velázquez, Portret papieża Innocentego X, 1650, 140 x 120 cm, Galleria Doria Pamphilj